piątek, 3 maja 2013

Forgive?

Pairing: Aoi & Uruha, Aoi & Ruki.
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, śladowe ilości scen erotycznych.
Części: 1/1
Notka od autorki: Przypływ weny. Nie mam ostatnio ochoty na żadne serie, więc spróbowałam sił z oneshotem.

~*~

Mam naprawdę serdecznie dość tego dnia. Kai poprosił mnie, bym jeszcze pomógł mu ze sprawdzeniem nowego sprzętu. Taa, wytwórnia miała wenę i postanowili wyposażyć nas w nowe gitary. Skoro nowy image, trzeba też zainwestować w ładne instrumenty, a nie? Szarpałem za struny dobre DODATKOWE dwie godziny. Nie przeczę, było to dla mnie dość przyjemne. Sprzęt z wyższej półki zawsze zachwyca. Zważywszy jednak na to, że nie odrywałem dłoni od gryfu od godziny punkt ósmej rano - a była ósma wieczorem - miałem już serdecznie dość. Z ulgą więc przyjąłem, gdy Tanabe z uśmiechem nakazał mi wrócić do domu. W myślach jednak przekląłem, przypominając sobie poranną rozmowę z mym ukochanym - Yuu Shiroyamą, z którym mieszkam. Oświadczył mi on bowiem, iż ujrzeć go w domu mogę dopiero koło dwudziestej pierwszej. Pech chciał, że mój mózg rano robi sobie zawsze afterparty i nie wpadł na tak inteligentny pomysł, jak wzięcie pieprzonego klucza. Uświadomiłem sobie to jednak zbyt późno. Wszak nie byłem w sytuacji bez wyjścia, gdyż siedziałem właśnie w taksówce, acz skoro już niemal widziałem zarys naszego mieszkania, pomyślałem sobie "a może jednak wrócił wcześniej?". Tak, nadzieja matką głupich. Nie odezwałem się pomimo tego do kierowcy ani słowem, na koniec podróży płacąc należną sumę i wysiadając z pojazdu. Przechodząc przez bramę popatrzyłem w okna. Żadne światło się nie świeciło, na co ja więc liczę... 
Doznałem jednak ogromnego szoku, gdy drzwi otworzyły się po naciśnięciu klamki. Aoi znany był ze swej wielkiej zapobiegliwości. Jeśliby był w domu, w życiu nie zapomniałby o czymś tak ważnym, jak trzykrotne sprawdzenie zamków! No chyba, że właśnie obijaliśmy się o ściany korytarza, złączeni w namiętnym pocałunku...
Otrząsnąłem się. Takie sytuacje ostatnio miały miejsce bardzo rzadko, co nie ukrywam - lekko mnie martwiło. Westchnąwszy jednak zganiłem się w myślach. Nie potrzeba mi dokładać sobie kolejnych stresów na dzień dzisiejszy. Być może po prostu był równie zmęczony i padł do łóżka, nie przejmując się czymś tak banalnym, jak przekręcenie klucza. Trudno.
Bezszelestnie rozebrałem się z wierzchniej odzieży, buty chowając do szafki. Nic nie zastąpi tego błogiego uczucia, kiedy po całym, męczącym dniu można rozsznurować te przeklęcie ciężkie, długie buciory. Stwierdziłem, że nie będę oznajmiał w żaden głośny sposób swego powrotu. Spodziewałem się bowiem, że Yuusiek zapadł już w ten swój zimowy sen. Nie przesadzam z tym porównaniem. Zmęczony Shiroyama zasypia niczym niedźwiedź, budząc się dopiero porą dla niego odpowiednią. Żaden budzik, ani nawet ja, nie sprostałby karkołomnemu zadaniu obudzenia go. Aż się uśmiechnąłem. Tak miłe mamy wspomnienia.
Podążając głębiej do domu, skręciłem jeszcze tylko do kuchni, by nalać sobie szklankę wody. W nocy zbyt męczącym jest, by specjalnie po tenże napój fatygować się i wychodzić spod przyjemnie ciepłej pościeli. Będąc już pod drzwiami sypialni, zawahałem się jednak. Były lekko uchylone, więc ukradkowo spojrzałem przez szparę. Zamarłem.
Dojrzałem dwie postacie skąpane w blasku księżyca nawzajem obdarzające się namiętnymi pieszczotami. Wtedy też dotarły do mnie wszystkie te przesycone erotyzmem dźwięki, przed którymi chciałem się najwyraźniej zamknąć i całkowicie z nich wyłączyć. Jęk. Ciche sapanie. Wiedziałem, do kogo należał ten głęboki głos.. Mój Yuu... Mój ukochany Shiroyama...
Zacisnąłem dłonie w pięść, a szklanka z tej gwałtowności wysunęła mi się z uścisku i z głośnym hukiem spadła na ziemię, rozbijając się i rozbryzgując wszędzie kawałki szkła. I nagle zapanowała błoga cisza. Nie musiałem więcej słyszeć tych obrzydzających stęknięć.
- C-co to było..? - szepnął.. partner? Shiroyamy. Zrozumiałem w tej chwili również, kim jest owa tajemnicza postać, z którą mój najdroższy tak owocnie spędza wieczór. Nigdy bym się jednak nie spodziewał, że będzie nią mój bliski przyjaciel, Takanori. Wokalista naszego zespołu.
- Poczekaj... - cichy jęk. Tak mi przykro, że musieliście się od siebie oderwać! Naprawdę, nie jestem wart tak hojnego czynu.
Z zamyślenia jednak wyrwało mnie oślepiające światło, a zaraz całkowicie otwarte drzwi i sylwetka Aoiego w przejściu. Spoglądał na mnie, jakby zobaczył śmierć z kosą. A ja bezwładnie opadłem na kolana. Nie zważałem już nawet uwagi na szkło, które walało się po całej podłodze. Zwinąłem się po prostu w kulkę i schowałem twarz w dłoniach, zaczynając głośno łkać. Gdybym się tak nie załamał, może miałbym na tyle godności, by wyjść. Nie potrafiłem jednak się na to zdobyć... Nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli, że to, co się dzieje, jest rzeczywistą prawdą.
- Shima... Ja... - urwał. Nie musiałem unosić głowy i otwierać oczu, by wiedzieć, że też się rozpłakał. Dlaczego mi to zrobił...?
Słyszałem kroki, szuranie, zapinanie zamka ekspresowego. Ciche szepty, których nawet nie miałem siły próbować zrozumieć. Później tylko lekki powiew, kiedy Ruki przeszedł koło mnie szybkim krokiem. Czułem zapach jego perfum. Teraz stał się dla mnie niczym najobrzydliwszy smród...
Trzask drzwi.
Zostaliśmy sami.
Ja zostałem sam...
Z gardła wydarł mi się szloch. Głośny, przepełniony bólem. Poczułem silne ramiona, otulające mnie. Chciałem się wyrwać. Chciałem krzyczeć, wierzgać.. Nie umiałem jednak. Poddałem się temu. Nigdy bym nie potrafił przeciwstawić się głosowi swego serca..
- Przepraszam.... Boże.. Przepraszam Cię.. Ja.. On.... - szlochał prosto w me ucho, całując je co chwilę. A ja nawet nie chciałem tego słuchać...
- Puść... - wychrypiałem, starając się zachować ostatki silnej woli. Zrobił to, o co prosiłem. Omal nie upadłem całkiem na ziemię, kiedy ramiona ciemnowłosego przestały mnie otulać.
- Jak długo...? - szepnąłem, uchylając powieki i wpatrując się z tępym bólem wypisanym w spojrzeniu na mężczyznę. Nie musiałem kończyć, by ten zrozumiał, o co pytam.
- Trzy miesiące... - wydukał, opadając na framugę drzwi bezwładnie. Zataczał się. Sam nie wiedziałem, czy dlatego, że był pijany, zdruzgotany, a może wściekły...?
Nie chciałem wiedzieć więcej. To wystarczająco mocno rozerwało me serce. Przecięło je z chirurgiczną dokładnością na pół. Nie będę więc długo cierpiał, nie umrę w męczarniach... Zaboli tylko trochę.
- Wypierdalaj. - syknąłem jadowitym tonem, dźwigając się z kolan. Popatrzyłem na niego wręcz z nienawiścią. Byłem jednak zbyt słaby, by wykonać jakikolwiek ruch.
- Głuchy jesteś? Spierdalaj. Wynoś się. - powtórzyłem jeszcze dobitniej, zaciskając zęby. Nie musiałem długo czekać na reakcję. Shiroyama tylko kiwnął głową i zaraz ubrał się w porozrzucane na ziemi ubrania. Najchętniej bym już teraz pociągnął go za frak i wywalił za drzwi. Serce jednak boleśnie dało znać, że nie jestem w stanie tego zrobić.. Dobrze o tym wiedziałem..
Nie byłem w stanie nic zrobić. Patrzyłem, jak wychodzi. Nie widzimy się ostatni raz, prawda? Wróci tu. Z figlarnym uśmieszkiem na twarzy, niewinnie pytając, czy może zabrać swoje rzeczy. Oszukiwał mnie... Trzy miesiące... Codziennie słyszałem wyznania miłości.
Kłamstwo.
Wszystko to tylko złudna gra pozorów.
Z otępienia wyrwał mnie dopiero zgrzyt drzwi. Cichy trzask.
I wtedy umarłem.

~*~

________

Nie mam pojęcia, co to jest. Napisane pod wpływem chwili, nie wnosi nic nowego... Ale jednak jest. 
Nie wiem, po co tworzę, skoro nikt tego nie czyta... To chyba jest beznadziejne.

sobota, 2 marca 2013

Hey, Liar. I

Cześć i czołem.
Po zastanowieniu i gruntownym zaplanowaniu wszystkiego - w obecnej chwili nie mam ani krzty ochoty na ciągnięcie partówki, więc wrzuciłam coś nietypowego. Na razie to shot, ale zobaczymy, czy będzie mi się chciało to ciągnąć.
W gwoli ścisłości, poniżej małe przedstawienie (zdjęcia) bohaterów, bo trochę odciągnęłam od tematyki The GazettE.

Yuu (gt. The GazettE)
Ai (vo. DEATHGAZE)

Narracja: Pierwszoosobowa (Yuu).

Późny wieczór.

Siedziałem na parapecie w naszym domu.
- Naszym? - prychnąłem pod nosem, niemal krztusząc się przy kolejnym łyku wina. Śmiech na sali.
Butelka w pewnym momencie bezwładnie wypadła mi z rąk. I tak była już pusta, nie miałem ani odrobiny motywacji, by teraz po nią wstawać. Przetarłem rękawem łzy. Przecież i tak nic nie znaczą. Dlaczego ryczę? Nic się przecież nie stało. Każdy tak by powiedział. Ale ja wiem, że tak naprawdę nic nie jest w porządku. A wręcz przeciwnie.
- Dobrze się bawisz? Na pewno. Przecież mnie tam nie ma. - szepnąłem drwiącym tonem głosu, samemu do siebie, a mój wzrok automatycznie powędrował do naszego wspólnego zdjęcia. Ja i Ai. Uśmiechnięci, rzekomo szczęśliwi. "Parka nie do zdarcia", jak to zwykł mawiać K'you, kiedy byliśmy z wokalistą gdzieś w pobliżu.
Dlaczego teraz o tym myślę? Trzecia butelka alkoholu miała mi służyć za skuteczne odciągnięcie od niechcianych rozważań na różne tematy. Właściwie - na jeden, kluczowy temat. Ale to i tak nic nie dało. Jest tylko gorzej.. Czy w ogóle może być cośkolwiek gorszego, od tego?
- Yuu? Jesteś w domu? - Odezwał się zaraz głos z korytarza. Za nim rozszedł się po mieszkaniu dźwięk zamykanych drzwi, przekręcanego klucza. Odgłos ciężkich kroków na panelach. Idzie tu, jak zawsze z beztroskim uśmiechem. Miał być dwie godziny temu, ale pewnie miał coś "ważniejszego" do zrobienia. Moją twarz wykrzywił grymas bólu. Nie fizycznego. To był psychiczny ból. Cierpienie, rozdzierające mnie całego.
- Kochanie...? - Szept dobiegający tuż zza drzwi sypialni. Dalej nie wejdziesz. - pomyślał Shiroyama z lubieżnym uśmiechem, zamglonym wzrokiem znów sięgając gdzieś za okno. On wcale nie musi oglądać tego teatrzyku. Sam wie, co jest lepsze.
Pociągnięcie za klamkę. Lekkie szarpnięcie. Ponowna próba. To przecież na nic, dlaczego nadal się męczysz? 
Dźwięk dzwoniących kluczy. Ciche przekleństwo. Jak mogłem zapomnieć, że on i tak ma klucz? Zresztą to i tak bez znaczenia. Kiedyś i tak by musiał tu wejść. Kiedyś.. Kiedyś by musiał przejrzeć na oczy, zobaczyć, jakie są realia.
- Jesteś.. Przestraszyłem się. Dlaczego się zamknąłeś? - wymruczał tym cichym, dźwięcznym głosem, z wyraźną ulgą w jego tonie. Dlaczego nadal zadajesz takie głupie pytania, "Kochanie"? 
- Trochę mi się przedłużyło, musiałem załatwić parę spr.. - Zamilkłeś. Dlaczego? Wielmożny Yuu Shiroyama nie może sobie już w spokoju wypić odrobiny alkoholu? Ach tak. I znów te wymówki. Co dziś usłyszę? Dłuższa próba? Korek? Zepsuty silnik?
- Znów sobie popijasz? Yuu, rozmawialiśmy o tym.. - Troskliwy jak zawsze. Słyszałem, jak rusza w moją stronę, a zaraz i poczułem ten ciepły dotyk, przy którym kiedyś mógłbym się rozpuścić.. Teraz jednak obojętnie strzepnąłem jego dłoń ze swego ramienia.
- Odejdź. - Mój cichy szept, chrapliwy głos. Nie udało mi się zamaskować płaczu, mimo, że ten nie mógł ujrzeć nawet mej twarzy. Ton głosu wydał się wyraźnie załamany.
Pewniejszy dotyk. Ai złapał mnie za podbródek i odwrócił mą twarz stanowczo w swoją stronę. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem. Dwie strużki łez nadal wypływały z kącików oczu. Pod nimi wielkie sińce, mało sypiam.
- Kurwa.. Co z Tobą? Co się stało? - Nagle się przejąłeś? Dość późno, jak mniemam. 
- Powiedziałem, żebyś odszedł. - Dodałem po chwili, starając się brzmieć stanowczo i pewnie. Głowę zaś ponownie obróciłem w stronę okna, mimo wszystko spoglądając na odbicie wokalisty w szybie. I gdzie Twój beztroski uśmieszek? Wszystko przecież umiesz obrócić w żart. 
- Dość. - Jak ostro! No proszę. Czyżbym uraził Twe wielkie, wygórowane ego?
- Za dużo wypiłeś. Zawsze tak jest, a mówiłem przecież, byś przestał. Na litość Boską, nie ma mnie tylko chwilę dłużej i już zachowujesz się jak dziecko.. - I nadal nic nie rozumiesz, prawda? Dla Ciebie przecież to nic nie znaczy. Albo może zwyczajnie nie zdajesz sobie sprawy, że ja ślepy nie jestem?
- Chodź. Położysz się. - Dlaczego nagle jesteś taki troskliwy? Gdzie byłeś, kiedy tego naprawdę potrzebowałem? Jasne. Pewnie pieprzyłeś jakąś uliczną dziwkę. Nie wystarczam Ci?
Jego silne ramiona złapały mnie dużo bardziej stanowczo w pasie i w linii zgięcia nóg, pod kolanami. Nie miałem siły protestować, gdy wylądowałem na łóżku. Ai zaczął ściągać ze mnie spodnie i koszulę, aż pozostałem w samych bokserkach, przykryty następnie kołdrą. Moje spojrzenie dalej beznamiętne, unikające wzroku mężczyzny. Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz?
Ugięcie materaca. Będziesz tak nade mną siedział? 
- Powiesz mi, co się stało? - Spytał, przerywając ciszę. Czyli jednak jesteś kretynem.
- Gdzie byłeś? Miałeś wrócić dwie i pół godziny temu. - Spytałem, w końcu odważając się spojrzeć prosto w jego oczy. I tak niewiele widziałem. Pieprzone łzy.
- Podwiozłem Naokiego*. Nie miał samochodu, a był porządnie wstawiony. Wiesz przecież, że mieszka godzinę drogi stąd. Wolałem się upewnić, że dotrze bezpiecznie do domu. - I to wszystko? Może był jeszcze jakiś szybki numerek? Nie szczędź szczegółów, przecież to lepsze, niż telewizja!
-
Chcę spać. - Odparłem obojętnym tonem głosu. Nie będziemy o tym gadać. Skoro sam nie masz na tyle odwagi, by mi to wyjawić, nie będę naciskał. Wytknę Ci to jutro, w momencie opuszczania tego domu z walizkami. Mam dosyć.
- Dobrze... Porozmawiamy rano. - Wzruszyłem ramionami. Ja nie mam nic więcej do powiedzenia. To Ty powinieneś się tłumaczyć. 
Po tych słowach po prostu wyszedł z pokoju, gasząc wcześniej światło i muskając przelotnie moje czoło. Pewnie gdybym miał więcej siły, jakoś bym to skomentował. Obyło się jednak bez zbędnych słów, pozostając przy delikatnym  skrzywieniu się na twarzy. Nie chcę, by całowały mnie te usta. Wargi, które całowały jego
Odpłynąłem niemal od razu, bezgłośnie łkając w poduszkę. Poduszkę, przesiąkniętą jego zapachem.
Miłość jest do dupy.


* - Naoki, perkusista zespołu DEATHGAZE.

~

Ta daaam! Jednak będzie następna część. Zaraz się nawet za nią zabiorę! Zrobię wam zwyczajnie trochę przedsmaku, a co.
Podoba się w ogóle?



środa, 16 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 1



DOBRA. DŁUGO MI ZESZŁO XD
Ale jest, cieszmy się i radujmy.


ROZDZIAŁ 1

Południe 
Opuszczony dom, gdzie The GazettE przeprowadza swoje próby.

Yutaka Tanabe (Kai)

- Dobra, panienki! Zbierać dupy i próba! - krzyknąłem na cały pokój, ale chyba nikt nie raczył mnie słuchać. W końcu jednak - Bogu dzięki - zacne cztery litery ruszył Shiroyama, no a jak on się rusza, to wszyscy za nim. Jeszcze zerknięcie na skład i tak.. problemy, problemy.
- Gdzie Takanori? Do jasnej cholery, on się kiedyś nie spóźni?! - warknąłem już szczerze rozdrażniony całą sytuacją. Nie dość, że Kouyou z pół godziny stroił swoją gitarę, to jeszcze Akira od rana narzekał na te nowe wzmacniacze.
- Nie odbiera telefonu, Kai. Też nie mam pojęcia, co się z nim stało... - wymruczał Aoi, tym swoim cichym głosem. Przez chwilę aż się zastanowiłem. Matsumoto bez telefonu jest jak bez ręki, więc chyba naprawdę stało się coś poważniejszego. Chociaż znając jego zapędy - upił się i leży w jakimś rowie. Będziemy się o to martwić później.
- Puśćcie z playbacku! - odparłem po chwili. Próba bez "żywego" wokalu jest nadzwyczaj trudna, ale jakoś sobie trzeba radzić. Muszę w końcu sprawdzić, czy w dobie wściekania się co pięć minut umiem jeszcze wyczuć ten rytm.
- Red. Na rozgrzewkę. - ogłosiłem, a zaraz w całej sali rozbrzmiał miły dla mych uszu brzdęk basu. Po chwili i ja wkroczyłem, uderzając niemal odruchowo w tom-tomy, werbel i inne części kochanej perkusji.


Trzy godziny później


- Kończymy! - wrzasnąłem zaraz, a głos rozszedł się, aż miło, po całym pomieszczeniu. Podążając za nim wszystkie te elektroniczne cuda uciszyły się, a rozszalałe struny zostały stłumione. Odetchnąłem, rozkoszując się wręcz przesycającą ciszą, której zaznać nie mogłem od ponad trzech godzin. Wyszedłem w końcu ze swej "barykady", jak to zwykłem nazywać swą perkusję, i rozprostowałem nogi. Yuu, Takashima i Akira poodkładali zaś te swoje brzęczące zabawki. Oczywiście jakiś nieogarnięty człowiek, mający nam pomagać przy tych technicznych nowinkach, musiał zbyt blisko podejść z mikrofonem do głośnika. Zaowocowało to strasznym piskiem. Choć zdążyłem się już przez te lata przyzwyczaić... Lecz przynajmniej wtedy dawało radę wyżyć się nieco na nieszczęsnym Rukim. Dziś jednak się opanowałem. Myślą przewodnią było to, że facet z obsługi jest z nami góra tydzień. Lepiej nie straszyć aż nazbyt świeżego mięsa.Od razu ruszyłem do sąsiedniego pokoju. Odruchowo sięgnąłem do telefonu. No oczywiście - zero wiadomości i znaku życia od tego smarkatego metr sześćdziesiąt pseudo wokalisty. Westchnąłem ledwie słyszalnie i dobrałem się do świeżej butelki krystalicznej wody. Znaczy, czy ona taka była, to bym się sprzeczał. Była jednak najmilszą rzeczą, jaka do tej pory mnie spotkała.. A raczej moje zaschnięte gardło. Oczywiście tą heroiczną chwilę musiał mi przerwać Suzuki, wpierdzielając się do przebieralni z paskudnym łomotem tych swoich bucików. Rozdrażniony do granic możliwości, zdołałem wydusić z siebie tylko ciche warknięcie.
- Czego.. chcesz?
- Masz wodę! Daj łyka! Uruha z Aoicem przejęli całą lodówkę w sali...
W myślach zaczynałem już odmawiać krótką modlitwę. Do Boga. O cierpliwość.
- Znaj łaskę pana... - wymruczałem, wznosząc oczy do góry. Ręką zaś wskazałem mini lodówkę na stole. Reita niczym dziecko, w podskokach dotarł do niej i z wielką łapczywością i szałem w oczach wychylił połowę za jednym zamachem. Wpatrywałem się w niego beznamiętnym wzrokiem. No po prostu.. Z kim ja pracuję?

~

Aaa.. co ja tworzę? Mam napad na wielkiego egoistę Kaia, no przepraszam.
Wyczekujcie dalszej części. Postaram się bliżej przedstawić, co się z naszym Takanorim stało!A. No i używałam także tutaj pseudonimów i imion. Nie lubię określeń "ciemnowłosy", "starszy" i tym podobnych.. Musicie więc przeboleć powtórzenia!

No i cholernie długo się męczyłam z HTML'em tego posta. Wybaczcie więc, jak gdzieś któryś dialog nie przeskoczył albo co.
Amen.

niedziela, 16 grudnia 2012

Wprowadzenie + prolog.

Jestem dość nowa w tym świecie. Dziewczyna ze mnie normalna, choć nie na tyle rozgarnięta, co zapewne większość użytkowników tu. To mój pierwszy blog tego rodzaju. Wiem o nich tyle, co uda mi się zobaczyć, przeczytać. Mam nadzieję, że chociażby trochę zaciekawię Was swoją twórczością. W razie czego - jestem szalenie otwarta na krytykę i wszelkie inne uwagi. Po to zakładam tą stronę - pragnę możliwości dalszego kształcenia. Zdobycia umiejętności lepszego obrazowania myśli, przelewania ich na papier - tudzież na komputer.

Nie pozostaje mi nic innego, niż życzyć Wam miłego czytania!


PROLOG

Późna noc.
Obrzeża miasta.

- Puść mnie, debilu! - krzyknął stłumiony, męski głos. Po tych słowach nastąpiła głucha cisza, którą przerwał głośny ryk. Krzyk.. rozpaczy? Bólu? Może obrzydliwej mieszanki cierpienia?
- Zamknij japę, dziwko. Co, Ruki? Nie podoba Ci się? - warknął bardziej donośny, również męski bas. Mężczyzna pod nim poruszył się niespokojnie.
- Ach, a może powinienem powiedzieć... Takanori? - dodał po chwili starszy, mierząc Matsumoto kpiącym spojrzeniem. Chłopak leżący na ziemi i bliski już rozpaczy - Ruki - warknął coś pod nosem. Przez jego głowę przechodziła wielka chmara pytań, na które sam nie umiał sobie odpowiedzieć. Zanim całkowicie straci panowanie nad swoim głosem, postanowił zadać to pierwsze, najważniejsze.
- Skąd.. skąd mnie znasz...? - pisnął cicho Młodszy, zagryzając boleśnie wargę. Dotyk starszego mężczyzny go niemal palił. Nie miał pojęcia, gdzie jest. Nie miał w ogóle pojęcia, co się dzieje. Nie czuł nic poza okropnym bólem, przeszywającym całą jego twarz, całe jego ciało...
- Czy to w ogóle istotne? Ty nie masz tu prawa głosu, kurewko... - parsknął tajemniczy mężczyzna, pociągając Takanoriego za włosy, do swojego krocza.
- Lubisz go, prawda? - zaśmiał się gorzko Oprawca, dopychając swą ofiarę jeszcze mocniej do siebie. Bezbronny Matsumoto nic nie mógł zrobić. Ze strachem, że oberwie jeszcze mocniej, wykonał prośbę...

~

WAŻNE:
Pozwoliłam sobie na potrzeby własnego opowiadania trochę nagiąć realne fakty. The GazettE jako zespół będzie tu istniało, jednak nie będzie to aż tak znana kapela, jak to jest naprawdę. Kai - lider, wraz z Aoim, Uruhą, Reitą i Rukim tworzą mały zespół, grający koncerty tylko dla swej okolicy, w szkole, czy po prostu dla własnej przyjemności. Mają małe grono "fanów", a dla reszty starają się pozostać nieznani. Dlatego też Ruki we wprowadzeniu jest tak zdziwiony tym, skąd zna go Tajemniczy Mężczyzna.

~

Wybaczcie, że jest krótko. Chciałam w prologu nie zdradzać zbyt wielu szczegółów. Dalej planuję pisać w narracji pierwszoosobowej (Ruki), bo ta aktualna nie najlepiej mi wychodzi.

Wyczekujcie kolejnej notki. Miło będzie też ujrzeć jakieś komentarze!