Pairing: Aoi & Uruha, Aoi & Ruki.
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, śladowe ilości scen erotycznych.
Części: 1/1
Notka od autorki: Przypływ weny. Nie mam ostatnio ochoty na żadne serie, więc spróbowałam sił z oneshotem.
Ostrzeżenia: Wulgaryzmy, śladowe ilości scen erotycznych.
Części: 1/1
Notka od autorki: Przypływ weny. Nie mam ostatnio ochoty na żadne serie, więc spróbowałam sił z oneshotem.
~*~
Mam naprawdę serdecznie dość tego dnia. Kai poprosił mnie, bym jeszcze pomógł mu ze sprawdzeniem nowego sprzętu. Taa, wytwórnia miała wenę i postanowili wyposażyć nas w nowe gitary. Skoro nowy image, trzeba też zainwestować w ładne instrumenty, a nie? Szarpałem za struny dobre DODATKOWE dwie godziny. Nie przeczę, było to dla mnie dość przyjemne. Sprzęt z wyższej półki zawsze zachwyca. Zważywszy jednak na to, że nie odrywałem dłoni od gryfu od godziny punkt ósmej rano - a była ósma wieczorem - miałem już serdecznie dość. Z ulgą więc przyjąłem, gdy Tanabe z uśmiechem nakazał mi wrócić do domu. W myślach jednak przekląłem, przypominając sobie poranną rozmowę z mym ukochanym - Yuu Shiroyamą, z którym mieszkam. Oświadczył mi on bowiem, iż ujrzeć go w domu mogę dopiero koło dwudziestej pierwszej. Pech chciał, że mój mózg rano robi sobie zawsze afterparty i nie wpadł na tak inteligentny pomysł, jak wzięcie pieprzonego klucza. Uświadomiłem sobie to jednak zbyt późno. Wszak nie byłem w sytuacji bez wyjścia, gdyż siedziałem właśnie w taksówce, acz skoro już niemal widziałem zarys naszego mieszkania, pomyślałem sobie "a może jednak wrócił wcześniej?". Tak, nadzieja matką głupich. Nie odezwałem się pomimo tego do kierowcy ani słowem, na koniec podróży płacąc należną sumę i wysiadając z pojazdu. Przechodząc przez bramę popatrzyłem w okna. Żadne światło się nie świeciło, na co ja więc liczę...
Doznałem jednak ogromnego szoku, gdy drzwi otworzyły się po naciśnięciu klamki. Aoi znany był ze swej wielkiej zapobiegliwości. Jeśliby był w domu, w życiu nie zapomniałby o czymś tak ważnym, jak trzykrotne sprawdzenie zamków! No chyba, że właśnie obijaliśmy się o ściany korytarza, złączeni w namiętnym pocałunku...
Otrząsnąłem się. Takie sytuacje ostatnio miały miejsce bardzo rzadko, co nie ukrywam - lekko mnie martwiło. Westchnąwszy jednak zganiłem się w myślach. Nie potrzeba mi dokładać sobie kolejnych stresów na dzień dzisiejszy. Być może po prostu był równie zmęczony i padł do łóżka, nie przejmując się czymś tak banalnym, jak przekręcenie klucza. Trudno.
Bezszelestnie rozebrałem się z wierzchniej odzieży, buty chowając do szafki. Nic nie zastąpi tego błogiego uczucia, kiedy po całym, męczącym dniu można rozsznurować te przeklęcie ciężkie, długie buciory. Stwierdziłem, że nie będę oznajmiał w żaden głośny sposób swego powrotu. Spodziewałem się bowiem, że Yuusiek zapadł już w ten swój zimowy sen. Nie przesadzam z tym porównaniem. Zmęczony Shiroyama zasypia niczym niedźwiedź, budząc się dopiero porą dla niego odpowiednią. Żaden budzik, ani nawet ja, nie sprostałby karkołomnemu zadaniu obudzenia go. Aż się uśmiechnąłem. Tak miłe mamy wspomnienia.
Podążając głębiej do domu, skręciłem jeszcze tylko do kuchni, by nalać sobie szklankę wody. W nocy zbyt męczącym jest, by specjalnie po tenże napój fatygować się i wychodzić spod przyjemnie ciepłej pościeli. Będąc już pod drzwiami sypialni, zawahałem się jednak. Były lekko uchylone, więc ukradkowo spojrzałem przez szparę. Zamarłem.
Dojrzałem dwie postacie skąpane w blasku księżyca nawzajem obdarzające się namiętnymi pieszczotami. Wtedy też dotarły do mnie wszystkie te przesycone erotyzmem dźwięki, przed którymi chciałem się najwyraźniej zamknąć i całkowicie z nich wyłączyć. Jęk. Ciche sapanie. Wiedziałem, do kogo należał ten głęboki głos.. Mój Yuu... Mój ukochany Shiroyama...
Zacisnąłem dłonie w pięść, a szklanka z tej gwałtowności wysunęła mi się z uścisku i z głośnym hukiem spadła na ziemię, rozbijając się i rozbryzgując wszędzie kawałki szkła. I nagle zapanowała błoga cisza. Nie musiałem więcej słyszeć tych obrzydzających stęknięć.
- C-co to było..? - szepnął.. partner? Shiroyamy. Zrozumiałem w tej chwili również, kim jest owa tajemnicza postać, z którą mój najdroższy tak owocnie spędza wieczór. Nigdy bym się jednak nie spodziewał, że będzie nią mój bliski przyjaciel, Takanori. Wokalista naszego zespołu.
- Poczekaj... - cichy jęk. Tak mi przykro, że musieliście się od siebie oderwać! Naprawdę, nie jestem wart tak hojnego czynu.
Z zamyślenia jednak wyrwało mnie oślepiające światło, a zaraz całkowicie otwarte drzwi i sylwetka Aoiego w przejściu. Spoglądał na mnie, jakby zobaczył śmierć z kosą. A ja bezwładnie opadłem na kolana. Nie zważałem już nawet uwagi na szkło, które walało się po całej podłodze. Zwinąłem się po prostu w kulkę i schowałem twarz w dłoniach, zaczynając głośno łkać. Gdybym się tak nie załamał, może miałbym na tyle godności, by wyjść. Nie potrafiłem jednak się na to zdobyć... Nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli, że to, co się dzieje, jest rzeczywistą prawdą.
- Shima... Ja... - urwał. Nie musiałem unosić głowy i otwierać oczu, by wiedzieć, że też się rozpłakał. Dlaczego mi to zrobił...?
Słyszałem kroki, szuranie, zapinanie zamka ekspresowego. Ciche szepty, których nawet nie miałem siły próbować zrozumieć. Później tylko lekki powiew, kiedy Ruki przeszedł koło mnie szybkim krokiem. Czułem zapach jego perfum. Teraz stał się dla mnie niczym najobrzydliwszy smród...
Trzask drzwi.
Zostaliśmy sami.
Ja zostałem sam...
Z gardła wydarł mi się szloch. Głośny, przepełniony bólem. Poczułem silne ramiona, otulające mnie. Chciałem się wyrwać. Chciałem krzyczeć, wierzgać.. Nie umiałem jednak. Poddałem się temu. Nigdy bym nie potrafił przeciwstawić się głosowi swego serca..
- Przepraszam.... Boże.. Przepraszam Cię.. Ja.. On.... - szlochał prosto w me ucho, całując je co chwilę. A ja nawet nie chciałem tego słuchać...
- Puść... - wychrypiałem, starając się zachować ostatki silnej woli. Zrobił to, o co prosiłem. Omal nie upadłem całkiem na ziemię, kiedy ramiona ciemnowłosego przestały mnie otulać.
- Jak długo...? - szepnąłem, uchylając powieki i wpatrując się z tępym bólem wypisanym w spojrzeniu na mężczyznę. Nie musiałem kończyć, by ten zrozumiał, o co pytam.
Otrząsnąłem się. Takie sytuacje ostatnio miały miejsce bardzo rzadko, co nie ukrywam - lekko mnie martwiło. Westchnąwszy jednak zganiłem się w myślach. Nie potrzeba mi dokładać sobie kolejnych stresów na dzień dzisiejszy. Być może po prostu był równie zmęczony i padł do łóżka, nie przejmując się czymś tak banalnym, jak przekręcenie klucza. Trudno.
Bezszelestnie rozebrałem się z wierzchniej odzieży, buty chowając do szafki. Nic nie zastąpi tego błogiego uczucia, kiedy po całym, męczącym dniu można rozsznurować te przeklęcie ciężkie, długie buciory. Stwierdziłem, że nie będę oznajmiał w żaden głośny sposób swego powrotu. Spodziewałem się bowiem, że Yuusiek zapadł już w ten swój zimowy sen. Nie przesadzam z tym porównaniem. Zmęczony Shiroyama zasypia niczym niedźwiedź, budząc się dopiero porą dla niego odpowiednią. Żaden budzik, ani nawet ja, nie sprostałby karkołomnemu zadaniu obudzenia go. Aż się uśmiechnąłem. Tak miłe mamy wspomnienia.
Podążając głębiej do domu, skręciłem jeszcze tylko do kuchni, by nalać sobie szklankę wody. W nocy zbyt męczącym jest, by specjalnie po tenże napój fatygować się i wychodzić spod przyjemnie ciepłej pościeli. Będąc już pod drzwiami sypialni, zawahałem się jednak. Były lekko uchylone, więc ukradkowo spojrzałem przez szparę. Zamarłem.
Dojrzałem dwie postacie skąpane w blasku księżyca nawzajem obdarzające się namiętnymi pieszczotami. Wtedy też dotarły do mnie wszystkie te przesycone erotyzmem dźwięki, przed którymi chciałem się najwyraźniej zamknąć i całkowicie z nich wyłączyć. Jęk. Ciche sapanie. Wiedziałem, do kogo należał ten głęboki głos.. Mój Yuu... Mój ukochany Shiroyama...
Zacisnąłem dłonie w pięść, a szklanka z tej gwałtowności wysunęła mi się z uścisku i z głośnym hukiem spadła na ziemię, rozbijając się i rozbryzgując wszędzie kawałki szkła. I nagle zapanowała błoga cisza. Nie musiałem więcej słyszeć tych obrzydzających stęknięć.
- C-co to było..? - szepnął.. partner? Shiroyamy. Zrozumiałem w tej chwili również, kim jest owa tajemnicza postać, z którą mój najdroższy tak owocnie spędza wieczór. Nigdy bym się jednak nie spodziewał, że będzie nią mój bliski przyjaciel, Takanori. Wokalista naszego zespołu.
- Poczekaj... - cichy jęk. Tak mi przykro, że musieliście się od siebie oderwać! Naprawdę, nie jestem wart tak hojnego czynu.
Z zamyślenia jednak wyrwało mnie oślepiające światło, a zaraz całkowicie otwarte drzwi i sylwetka Aoiego w przejściu. Spoglądał na mnie, jakby zobaczył śmierć z kosą. A ja bezwładnie opadłem na kolana. Nie zważałem już nawet uwagi na szkło, które walało się po całej podłodze. Zwinąłem się po prostu w kulkę i schowałem twarz w dłoniach, zaczynając głośno łkać. Gdybym się tak nie załamał, może miałbym na tyle godności, by wyjść. Nie potrafiłem jednak się na to zdobyć... Nie potrafiłem dopuścić do siebie myśli, że to, co się dzieje, jest rzeczywistą prawdą.
- Shima... Ja... - urwał. Nie musiałem unosić głowy i otwierać oczu, by wiedzieć, że też się rozpłakał. Dlaczego mi to zrobił...?
Słyszałem kroki, szuranie, zapinanie zamka ekspresowego. Ciche szepty, których nawet nie miałem siły próbować zrozumieć. Później tylko lekki powiew, kiedy Ruki przeszedł koło mnie szybkim krokiem. Czułem zapach jego perfum. Teraz stał się dla mnie niczym najobrzydliwszy smród...
Trzask drzwi.
Zostaliśmy sami.
Ja zostałem sam...
Z gardła wydarł mi się szloch. Głośny, przepełniony bólem. Poczułem silne ramiona, otulające mnie. Chciałem się wyrwać. Chciałem krzyczeć, wierzgać.. Nie umiałem jednak. Poddałem się temu. Nigdy bym nie potrafił przeciwstawić się głosowi swego serca..
- Przepraszam.... Boże.. Przepraszam Cię.. Ja.. On.... - szlochał prosto w me ucho, całując je co chwilę. A ja nawet nie chciałem tego słuchać...
- Puść... - wychrypiałem, starając się zachować ostatki silnej woli. Zrobił to, o co prosiłem. Omal nie upadłem całkiem na ziemię, kiedy ramiona ciemnowłosego przestały mnie otulać.
- Jak długo...? - szepnąłem, uchylając powieki i wpatrując się z tępym bólem wypisanym w spojrzeniu na mężczyznę. Nie musiałem kończyć, by ten zrozumiał, o co pytam.
- Trzy miesiące... - wydukał, opadając na framugę drzwi bezwładnie. Zataczał się. Sam nie wiedziałem, czy dlatego, że był pijany, zdruzgotany, a może wściekły...?
Nie chciałem wiedzieć więcej. To wystarczająco mocno rozerwało me serce. Przecięło je z chirurgiczną dokładnością na pół. Nie będę więc długo cierpiał, nie umrę w męczarniach... Zaboli tylko trochę.
- Wypierdalaj. - syknąłem jadowitym tonem, dźwigając się z kolan. Popatrzyłem na niego wręcz z nienawiścią. Byłem jednak zbyt słaby, by wykonać jakikolwiek ruch.
- Głuchy jesteś? Spierdalaj. Wynoś się. - powtórzyłem jeszcze dobitniej, zaciskając zęby. Nie musiałem długo czekać na reakcję. Shiroyama tylko kiwnął głową i zaraz ubrał się w porozrzucane na ziemi ubrania. Najchętniej bym już teraz pociągnął go za frak i wywalił za drzwi. Serce jednak boleśnie dało znać, że nie jestem w stanie tego zrobić.. Dobrze o tym wiedziałem..
Nie byłem w stanie nic zrobić. Patrzyłem, jak wychodzi. Nie widzimy się ostatni raz, prawda? Wróci tu. Z figlarnym uśmieszkiem na twarzy, niewinnie pytając, czy może zabrać swoje rzeczy. Oszukiwał mnie... Trzy miesiące... Codziennie słyszałem wyznania miłości.
Kłamstwo.
Wszystko to tylko złudna gra pozorów.
Z otępienia wyrwał mnie dopiero zgrzyt drzwi. Cichy trzask.
I wtedy umarłem.
Nie chciałem wiedzieć więcej. To wystarczająco mocno rozerwało me serce. Przecięło je z chirurgiczną dokładnością na pół. Nie będę więc długo cierpiał, nie umrę w męczarniach... Zaboli tylko trochę.
- Wypierdalaj. - syknąłem jadowitym tonem, dźwigając się z kolan. Popatrzyłem na niego wręcz z nienawiścią. Byłem jednak zbyt słaby, by wykonać jakikolwiek ruch.
- Głuchy jesteś? Spierdalaj. Wynoś się. - powtórzyłem jeszcze dobitniej, zaciskając zęby. Nie musiałem długo czekać na reakcję. Shiroyama tylko kiwnął głową i zaraz ubrał się w porozrzucane na ziemi ubrania. Najchętniej bym już teraz pociągnął go za frak i wywalił za drzwi. Serce jednak boleśnie dało znać, że nie jestem w stanie tego zrobić.. Dobrze o tym wiedziałem..
Nie byłem w stanie nic zrobić. Patrzyłem, jak wychodzi. Nie widzimy się ostatni raz, prawda? Wróci tu. Z figlarnym uśmieszkiem na twarzy, niewinnie pytając, czy może zabrać swoje rzeczy. Oszukiwał mnie... Trzy miesiące... Codziennie słyszałem wyznania miłości.
Kłamstwo.
Wszystko to tylko złudna gra pozorów.
Z otępienia wyrwał mnie dopiero zgrzyt drzwi. Cichy trzask.
I wtedy umarłem.
~*~
________
Nie mam pojęcia, co to jest. Napisane pod wpływem chwili, nie wnosi nic nowego... Ale jednak jest.
Nie mam pojęcia, co to jest. Napisane pod wpływem chwili, nie wnosi nic nowego... Ale jednak jest.
Nie wiem, po co tworzę, skoro nikt tego nie czyta... To chyba jest beznadziejne.