sobota, 2 marca 2013

Hey, Liar. I

Cześć i czołem.
Po zastanowieniu i gruntownym zaplanowaniu wszystkiego - w obecnej chwili nie mam ani krzty ochoty na ciągnięcie partówki, więc wrzuciłam coś nietypowego. Na razie to shot, ale zobaczymy, czy będzie mi się chciało to ciągnąć.
W gwoli ścisłości, poniżej małe przedstawienie (zdjęcia) bohaterów, bo trochę odciągnęłam od tematyki The GazettE.

Yuu (gt. The GazettE)
Ai (vo. DEATHGAZE)

Narracja: Pierwszoosobowa (Yuu).

Późny wieczór.

Siedziałem na parapecie w naszym domu.
- Naszym? - prychnąłem pod nosem, niemal krztusząc się przy kolejnym łyku wina. Śmiech na sali.
Butelka w pewnym momencie bezwładnie wypadła mi z rąk. I tak była już pusta, nie miałem ani odrobiny motywacji, by teraz po nią wstawać. Przetarłem rękawem łzy. Przecież i tak nic nie znaczą. Dlaczego ryczę? Nic się przecież nie stało. Każdy tak by powiedział. Ale ja wiem, że tak naprawdę nic nie jest w porządku. A wręcz przeciwnie.
- Dobrze się bawisz? Na pewno. Przecież mnie tam nie ma. - szepnąłem drwiącym tonem głosu, samemu do siebie, a mój wzrok automatycznie powędrował do naszego wspólnego zdjęcia. Ja i Ai. Uśmiechnięci, rzekomo szczęśliwi. "Parka nie do zdarcia", jak to zwykł mawiać K'you, kiedy byliśmy z wokalistą gdzieś w pobliżu.
Dlaczego teraz o tym myślę? Trzecia butelka alkoholu miała mi służyć za skuteczne odciągnięcie od niechcianych rozważań na różne tematy. Właściwie - na jeden, kluczowy temat. Ale to i tak nic nie dało. Jest tylko gorzej.. Czy w ogóle może być cośkolwiek gorszego, od tego?
- Yuu? Jesteś w domu? - Odezwał się zaraz głos z korytarza. Za nim rozszedł się po mieszkaniu dźwięk zamykanych drzwi, przekręcanego klucza. Odgłos ciężkich kroków na panelach. Idzie tu, jak zawsze z beztroskim uśmiechem. Miał być dwie godziny temu, ale pewnie miał coś "ważniejszego" do zrobienia. Moją twarz wykrzywił grymas bólu. Nie fizycznego. To był psychiczny ból. Cierpienie, rozdzierające mnie całego.
- Kochanie...? - Szept dobiegający tuż zza drzwi sypialni. Dalej nie wejdziesz. - pomyślał Shiroyama z lubieżnym uśmiechem, zamglonym wzrokiem znów sięgając gdzieś za okno. On wcale nie musi oglądać tego teatrzyku. Sam wie, co jest lepsze.
Pociągnięcie za klamkę. Lekkie szarpnięcie. Ponowna próba. To przecież na nic, dlaczego nadal się męczysz? 
Dźwięk dzwoniących kluczy. Ciche przekleństwo. Jak mogłem zapomnieć, że on i tak ma klucz? Zresztą to i tak bez znaczenia. Kiedyś i tak by musiał tu wejść. Kiedyś.. Kiedyś by musiał przejrzeć na oczy, zobaczyć, jakie są realia.
- Jesteś.. Przestraszyłem się. Dlaczego się zamknąłeś? - wymruczał tym cichym, dźwięcznym głosem, z wyraźną ulgą w jego tonie. Dlaczego nadal zadajesz takie głupie pytania, "Kochanie"? 
- Trochę mi się przedłużyło, musiałem załatwić parę spr.. - Zamilkłeś. Dlaczego? Wielmożny Yuu Shiroyama nie może sobie już w spokoju wypić odrobiny alkoholu? Ach tak. I znów te wymówki. Co dziś usłyszę? Dłuższa próba? Korek? Zepsuty silnik?
- Znów sobie popijasz? Yuu, rozmawialiśmy o tym.. - Troskliwy jak zawsze. Słyszałem, jak rusza w moją stronę, a zaraz i poczułem ten ciepły dotyk, przy którym kiedyś mógłbym się rozpuścić.. Teraz jednak obojętnie strzepnąłem jego dłoń ze swego ramienia.
- Odejdź. - Mój cichy szept, chrapliwy głos. Nie udało mi się zamaskować płaczu, mimo, że ten nie mógł ujrzeć nawet mej twarzy. Ton głosu wydał się wyraźnie załamany.
Pewniejszy dotyk. Ai złapał mnie za podbródek i odwrócił mą twarz stanowczo w swoją stronę. Spojrzałem na niego z obrzydzeniem. Dwie strużki łez nadal wypływały z kącików oczu. Pod nimi wielkie sińce, mało sypiam.
- Kurwa.. Co z Tobą? Co się stało? - Nagle się przejąłeś? Dość późno, jak mniemam. 
- Powiedziałem, żebyś odszedł. - Dodałem po chwili, starając się brzmieć stanowczo i pewnie. Głowę zaś ponownie obróciłem w stronę okna, mimo wszystko spoglądając na odbicie wokalisty w szybie. I gdzie Twój beztroski uśmieszek? Wszystko przecież umiesz obrócić w żart. 
- Dość. - Jak ostro! No proszę. Czyżbym uraził Twe wielkie, wygórowane ego?
- Za dużo wypiłeś. Zawsze tak jest, a mówiłem przecież, byś przestał. Na litość Boską, nie ma mnie tylko chwilę dłużej i już zachowujesz się jak dziecko.. - I nadal nic nie rozumiesz, prawda? Dla Ciebie przecież to nic nie znaczy. Albo może zwyczajnie nie zdajesz sobie sprawy, że ja ślepy nie jestem?
- Chodź. Położysz się. - Dlaczego nagle jesteś taki troskliwy? Gdzie byłeś, kiedy tego naprawdę potrzebowałem? Jasne. Pewnie pieprzyłeś jakąś uliczną dziwkę. Nie wystarczam Ci?
Jego silne ramiona złapały mnie dużo bardziej stanowczo w pasie i w linii zgięcia nóg, pod kolanami. Nie miałem siły protestować, gdy wylądowałem na łóżku. Ai zaczął ściągać ze mnie spodnie i koszulę, aż pozostałem w samych bokserkach, przykryty następnie kołdrą. Moje spojrzenie dalej beznamiętne, unikające wzroku mężczyzny. Naprawdę jesteś taki głupi, czy tylko udajesz?
Ugięcie materaca. Będziesz tak nade mną siedział? 
- Powiesz mi, co się stało? - Spytał, przerywając ciszę. Czyli jednak jesteś kretynem.
- Gdzie byłeś? Miałeś wrócić dwie i pół godziny temu. - Spytałem, w końcu odważając się spojrzeć prosto w jego oczy. I tak niewiele widziałem. Pieprzone łzy.
- Podwiozłem Naokiego*. Nie miał samochodu, a był porządnie wstawiony. Wiesz przecież, że mieszka godzinę drogi stąd. Wolałem się upewnić, że dotrze bezpiecznie do domu. - I to wszystko? Może był jeszcze jakiś szybki numerek? Nie szczędź szczegółów, przecież to lepsze, niż telewizja!
-
Chcę spać. - Odparłem obojętnym tonem głosu. Nie będziemy o tym gadać. Skoro sam nie masz na tyle odwagi, by mi to wyjawić, nie będę naciskał. Wytknę Ci to jutro, w momencie opuszczania tego domu z walizkami. Mam dosyć.
- Dobrze... Porozmawiamy rano. - Wzruszyłem ramionami. Ja nie mam nic więcej do powiedzenia. To Ty powinieneś się tłumaczyć. 
Po tych słowach po prostu wyszedł z pokoju, gasząc wcześniej światło i muskając przelotnie moje czoło. Pewnie gdybym miał więcej siły, jakoś bym to skomentował. Obyło się jednak bez zbędnych słów, pozostając przy delikatnym  skrzywieniu się na twarzy. Nie chcę, by całowały mnie te usta. Wargi, które całowały jego
Odpłynąłem niemal od razu, bezgłośnie łkając w poduszkę. Poduszkę, przesiąkniętą jego zapachem.
Miłość jest do dupy.


* - Naoki, perkusista zespołu DEATHGAZE.

~

Ta daaam! Jednak będzie następna część. Zaraz się nawet za nią zabiorę! Zrobię wam zwyczajnie trochę przedsmaku, a co.
Podoba się w ogóle?